Dochodzi 8:00. Jeszcze za wcześnie żeby otworzyć oczy, ale z przytuloną do poduszki twarzą wsłuchuję się w szum fal. Czuję jak spomiędzy zasłoniętych lnianych zasłonek wpadają do środka kampera pierwsze promienie słońca. Najwyższy czas przywitać się z oceanem! Otwieram drzwi a za nimi czeka na mnie już najpiękniejszy z możliwych widoków: ciągnący się po horyzont ogrom wody. Energia, którą niosą ze sobą fale to najlepsza motywacja do wstania.
Moi Sąsiedzi
Na plażę przyjechali już rybacy. Z reguły są to starsi panowie z pomarszczonymi od słońca twarzami. Są tutaj stałymi bywalcami i zarazem moimi porannymi sąsiadami. Przyjeżdżają codziennie o wschodzie słońca, rozkładają swoje rybackie krzesełka i wtykają w piasek wędki. A później czekają, krzątają się po plaży, gadają ze sobą i wypatrują zdobyczy. Nie wiem jak to możliwe, ale jeszcze nigdy nie widziałam, żeby któryś z nich złapał jakąś rybę…
Jak co rano witam się z nimi krótkim Hola i uśmiechem. Odpowiadają tym samym. Więcej niestety nie pogadamy, bo mój hiszpański nadal raczkuje. Na początku musieliśmy się ze sobą obyć. Ja z ciekawskimi czasami pełnymi zdziwienia i braku zrozumienia spojrzeniami, oni z obecnością młodej samotnej kobiety mieszkającej na plaży w kamperze w Hiszpanii. Z czasem powstała między nami jednak swego rodzaju więź: przyzwyczailiśmy się do wzajemnej obecności i żyjemy obok siebie od kilku miesięcy w pełnej symbiozie.
Bieganie na plaży
Poranek na plaży to zdecydowanie najlepsza pora na bieganie. Wysiłek budzi każdą komórkę ciała i pozwala z dobrą energią rozpocząć nowy dzień. Zakładam ciuchy, włączam muzykę i w drogę! Po drodze witam się z innymi ludźmi biegającymi lub spacerującymi po plaży. Każdy uśmiecha się i macha ręką. Jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi, ale czuć między nami niewypowiedzianą nić porozumienia. Pięknie tak łączyć się we wzajemnej codzienności z lokalną społecznością – szczególnie nie znając języka 😀
kĄpiel w Oceanie
Robi się coraz cieplej, więc po wysiłku czas na porządne orzeźwienie. To jest ta decyzja, nad którą nie można się za długo zastanawiać. Dopóki ciało jest rozgrzane nawet w grudniu jestem sama siebie w stanie przekonać, że woda w oceanie wcale nie jest taka zimna 😀 Szybko ściągam ciuchy i prawie na golasa wbiegam do wody. Fale skutecznie pomagają opłukać z kropelek potu całe ciało i już po chwili biegnę z powrotem na plażę. Na plażę, na której intensywne hiszpańskie słońce znowu mnie ogrzeje. Dostosowanie życia do rytmu i dobrodziejstw natury to chyba jedna z najlepszych rzeczy w van life’ie.
Słońce obudziło się już na dobre, więc po porannym prysznicu przy kamperze jego promienie osuszają krople wody pozostawiając super gładką skórę i idealnie ułożone włosy – takie kamperowe SPA na plaży. Swoją drogą życie w kamperze zmienia trochę podejście do częstotliwości brania prysznica i mycia włosów. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało okazuje się, że można to robić znacznie rzadziej.
KAWKA I ŚNIADANIE W KAMPERZE
W kamperowej kuchni szykuje się już kawa, powoli słychać bulgotanie dochodzące ze srebrnej kawiarki. W powietrzu unosi się już zapach kawy. To znak, że czas na śniadanie. Z widokiem na ocean przygotowuję owsiankę z lokalnymi owocami, masłem orzechowym i moringą, która rośnie w wiosce obok. Za chwilę z pełnym kubkiem kawy i śniadaniem w misce delektuję się widokiem a ocean. Nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie dnia <3